Znikający Korzonek

13 Mar

Świadectwo

Dzisiaj podzielę się świadectwem Bożego działania w moim życiu w ostatnim czasie.

Czytaliśmy (tutaj), że po śmierci Johna Paula Jacksona, który, jak wiemy, był prorokiem jedenastej godziny[1], Pan wyleje moc ku uzdrawianiu, i stanie się to w ciągu 28 dni.

Opiszę to, co mi się przydarzyło w tym czasie.

Historia dotyczy tytułowego korzonka zęba, a konkretnie dolnej szóstki. Ząb ten został usunięty dawno temu, nie pamiętam kiedy, chyba jeszcze wtedy chodziłam do szkoły średniej. (Szóstki są pierwszymi stałymi trzonowcami, które się wyrzynają u ludzi, i dlatego psują się pierwsze.) Ale z jakiegoś powodu, w zębodole pozostał jeden korzonek. Nie dokuczał, nie przeszkadzał, ale był, i bez problemu można było go zobaczyć. Moja obecna dentystka dziwiła się, że ktoś go tak zostawił i namawiała mnie na ekstrakcję, ale… kto lubi wyrywanie zęba, który w dodatku nie boli. Pomyślałam też, że mogą być problemy z jego usunięciem, może jest przyrośnięty do szczęki, bo przecież chyba był jakiś powód, że się urwał i nie wyszedł z zębem, może będzie konieczne dłutowanie. To zniechęcało mnie skutecznie. I tak to trwało do niedawna.

Ponieważ aktualnie jestem w trakcie kuracji oczyszczającej organizm, więc pewnego wieczoru, jakieś dwa tygodnie temu, przypomniał mi się ten pozostawiony korzonek i stwierdziłam, że chyba dojrzałam do usunięcia go, gdyż może być powodem niepotrzebnych problemów zdrowotnych. Poszłam do łazienki, żeby go obejrzeć w lustrze, a… jego nie ma. I wcale się go nie wyczuwa. Moją pierwszą myślą było, że to Bóg mi go usunął. Tylko kiedy? Nic przecież nie czułam. Zadzwoniłam zaraz do mojej siostry z tą historią. Ona była bardziej „stąpająca po ziemi” i doradziła jednak zrobienie zdjęcia. Przyznałam jej rację. Próbowałam jakoś racjonalnie wytłumaczyć zniknięcie korzonka, ale nie mógł wyjść sam, bo musiałabym go wyczuć, a poza tym nie było żadnego krwawienia. Pozostały dwie możliwości – albo zrobił to Bóg, albo przyjmowany przeze mnie akurat suplement diety Koenzym Q10[2] spowodował, że dziąsło się podniosło i zakryło korzonek. Zdjęcie było więc konieczne.

Zaraz po tym odkryciu zaczęło się dziać coś dziwnego z tym zębodołem, już na drugi dzień pojawił się ból. Znowu walka w umyśle, czy to diabeł chce mi odebrać uzdrowienie, czy jednak korzonek się schował pod dziąsłem i zaczyna dokuczać. No cóż, jeśli będzie trzeba, to trudno, muszę się zapisać na wizytę u chirurga szczękowego. Ale najpierw zrobię zdjęcie.

I wreszcie we wtorek 10 marca 2015 roku zdobyłam się na odwagę, żeby powiedzieć „sprawdzam” i poszłam zrobić rtg. Miła pani dentystka oglądając kliszę powiedziała: „Proszę pani, tu nie ma żadnego korzenia”. Byłam w szoku. Wiedziałam, że Bożym ludziom przydarzają się takie rzeczy, ale mnie dotychczas nie. Byłam szczęśliwa, że to jednak mój Tatuś Niebieski pozbawił mnie tego kłopotu. I nawet nie wiem kiedy to się stało. Co ciekawe, nawet się o to nie modliłam. Ale modliłam się o coś innego. Pan mi przypomniał, że kilka lat temu modliłyśmy się z siostrą o cały „garnitur” zdrowych zębów. Czyżby to miał być wstęp do pełnej odpowiedzi na tamtą modlitwę? Żeby przyjąć nowe, trzeba zrobić miejsce usuwając stare. Sama jestem ciekawa, co będzie dalej.

Pytam Pana czy może ta historia ma jakieś duchowe znaczenie, może Pan chce mi coś powiedzieć? Na razie przypomniał mi świadectwo Demosa Szakariana opisane w książce „Najszczęśliwsi na świecie”. Pozwolę sobie zacytować:

W Niemczech kupiłem aparat fotograficzny. Podczas podróży pociągiem chciałem zrobić kilka zdjęć. Teraz więc mimo ostrzeżeń wypisanych w czterech językach zakazujących wychylania się przez okno, zrobiłem to. Otworzyłem okno naszego przedziału i wychyliłem się aż do połowy, aby uzyskać lepsze ujęcie. Nagle kłujący ból przeszył moje prawe oko. Gwałtownie cofnąłem się do przedziału, o mało nie upuszczając aparatu.

– Róża! – krzyknąłem.

Róża pomogła mi usiąść i odjęła moją rękę od oka. Drżało tak, że nie mogłem go otworzyć. Róża delikatnie uniosła powiekę.

– Widzę to! – powiedziała. – To coś ostrego i znajduje się bardzo blisko źrenicy.

Wzięła chusteczkę i próbowała wyjąć, ale wbiło się już za głęboko. Ból był okropny. Przyłożyłem chusteczkę do twarzy, aby osuszyć łzy. Mieliśmy jeszcze godzinę jazdy do Wenecji, najokropniejszą godzinę w moim życiu.

W tej sytuacji, zamiast romantycznej przejażdżki gondolą, musieliśmy wziąć motorówkę, by jak najszybciej dostać się do hotelu. Recepcjonista zaraz opanował sytuację. Po kilku minutach leżałem już w łóżku, a nade mną pochylał się lekarz hotelowy. Podniósł moją powiekę i obserwował oko, przyświecając sobie kieszonkową latarką. Prostując się powiedział:

– Przykro mi, proszę pana, ale sytuacja jest bardzo poważna. Ten odłamek jest duży, a przy tym ostry.

– Czy nie mógłby pan tego wyciągnąć?

-Tutaj? Nie jest to możliwe. Musimy pojechać do szpitala. Zaraz tam zadzwonię.

Podczas gdy wykręcał numer, a później szybko coś mówił po włosku, Róża usiadła obok mnie, ujęła moją rękę i powiedziała:

– Demos, pomódlmy się.

Dziwne, ale przez ten ból i niechęć do samego siebie, zapomniałem o modlitwie. Róża zaczęła dziękować Bogu za to cudowne uzdrowienie, które zdarzyło się w Hamburgu.

– Panie, dziękujemy Ci, że Ty jesteś obecny również tutaj, w tym pokoju we Włoszech, tak jak byłeś obecny wtedy w namiocie w Niemczech. W imieniu Jezusa, prosimy Cię, abyś wyjął ten odłamek.

Zanim jeszcze skończyła tę krótką modlitwę, przez moje oko przepłynęła jakby fala ciepła.

– Różo, czuję coś! Coś się dzieje! – mrugałem bez przerwy i nie czułem już bólu ani najmniejszej nawet przeszkody w oku.

– Różo, popatrz!

Pochyliła się nade mną i powiedziała:

– Demos, tam już nic nie ma! Nie ma tego odłamka! – i rozpłakała się.

W tym czasie lekarz odłożył już słuchawkę i powiedział:

– Szpital pana przyjmie. Jedziemy od razu do pokoju zabiegowego.

Raz jeszcze wziął latarkę i przyjrzał się oku. Zdezorientowany przyjrzał się także drugiemu, a następnie znów spojrzał na pierwsze.

– To niemożliwe – powiedział.

– Moja żona prosiła Boga, aby to wyjął.

– To niemożliwe! – powtórzył. Ten odłamek nie mógł sam wypaść.

– On nie wypadł, doktorze. Bóg go wyjął.

– Nie rozumie pan. Byłaby przynajmniej rana, naruszenie tkanki w miejscu, gdzie się to znajdowało. A tam nic nie widać. Żadnej ranki, żadnego uszkodzenia.

Cofając się do drzwi, powiedział:

– Nie przyślę żadnego rachunku. To niemożliwe, aby tak się stało…

Trzy strony dalej w tej książce, Bóg nawiedził Demosa i powiedział:

Ja jestem Tym, który może otworzyć drzwi. Ja jestem Tym, który może wyjąć belkę z zaślepionego oka.

I powiem szczerze, iż ten werset z belką w oku przypomniał mi się kiedy myślałam o mojej sytuacji. Ale czy można odnieść do zęba to, co się tyczy oka? No właśnie, w Starym Testamencie ząb i oko czasami występują razem: Oko za oko, ząb za ząb.🙂

I jeszcze coś na koniec. Kiedy już miałam twardy dowód w postaci zdjęcia, że korzenia tam nie ma, pomyślałam, że trzeba teraz zgromić ten ból, który od czasu do czasu się pojawiał w tym zębodole, ale… nie było to już konieczne. Sam odszedł.

CHWAŁA PANU!!!

[1] Mama Johna Paula chodziła z nim w ciąży 11 miesięcy. Anioł powiedział jej, że to znak, iż jej syn będzie prorokiem jedenastej godziny.

[2] Koenzym Q10 stosuje się także w paradontozie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: