Pamiętnik – Odc. 22. Zakończenie

18 Paźdź

Dzisiaj mija dokładnie 5 lat od śmierci Mamy. Odeszła po długiej i ciężkiej chorobie. Przez ostatni miesiąc swojego życia była praktycznie w agonii – była bez kontaktu, pojawiły się rozległe odleżyny.

A jednocześnie do końca była we mnie wiara i nadzieja, że uzdrowienie się dokona. Były takie sytuacje, że chyba przez ostatnie dwa tygodnie słyszałam w moim duchu pieśń wykonywaną przez chóry aniołów, w której było tylko jedno zdanie: „Niech się dokona Twój cud”. To była piękna pieśń i raczej jej nie zapomnę; często śpiewałam ją przy Mamie.

Na kilka dni przed śmiercią Mamy, kiedy było nam bardzo ciężko i w opiece pomagała nam moja druga siostra, usłyszała ona w swoim wnętrzu zdanie, że nadchodzi czas. Kiedy to powiedział, od razu pomyślałam, że Mama umrze, ale siostra stwierdziła, że to miało dotyczyć uzdrowienia. No więc czekałyśmy.

Mama miała spore trudności z oddychaniem i miała podawany tlen z koncentratora. Częstotliwość oddychania była znacznie obniżona. Nie będę opisywać szczegółowo tego, co się działo na zewnątrz, bo bardziej interesowało mnie to, co się dzieje w sferze duchowej. Miałam wrażenie, że podczas tej długiej agonii Mama miała czas na rozmowę z Bogiem, i że to był dla niej bardzo ważny czas.

18 października 2011 roku to był bardzo ładny, ciepły i słoneczny dzień. Mama odeszła około wpół do ósmej rano, podczas porannej toalety i zmiany opatrunków na odleżynach. Po  prostu definitywnie przestała oddychać. Moja siostra pierwsza to zauważyła i zaczęła płakać, a ja wiedziałam, że moja walka już się skończyła. Zawiadomiłyśmy rodzinę i lekarza, który stwierdził zgon.

Pomimo tego, że widziałam, iż Mama nie żyje, nie od razu doszło to do mojego wnętrza. Cały czas wydawało mi się, że zaraz zacznie znów oddychać. Podobnie było z tą siostrą, która wcześniej słyszała to zdanie o nadejściu czasu. Zaglądałyśmy do Mamy sprawdzając, czy nic się nie zmieniło. Dopiero kiedy zobaczyłam plamy opadowe, zdałam sobie sprawę z tego, że naprawdę nie żyje.

Ale przed pogrzebem poprosiłam pracownika zakładu pogrzebowego o otwarcie trumny. Nic się nie zmieniło, więc została pochowana.

Zastanawiałam się dlaczego tak się stało. Jedyne co mi przychodziło, to to, że to była decyzja Mamy. Podczas tych domniemanych przeze mnie, rozmów Mamy z Bogiem w końcówce życia, mogła dostać propozycję uzdrowienia lub odejścia, i wybrała to drugie. Czy tak było, tego nie wiem, to są moje domysły. Ale wiem, że każdy człowiek ma wolną wolę i może podejmować decyzje odnośnie swojego życia. To jest prawo każdego.

Te trzy i pół roku to był bardzo trudny, ale pożyteczny dla mnie czas. Czas testowania mojego serca. Jestem wdzięczna Bogu za te próby. Nie były daremne.

Odpowiedzi: 2 to “Pamiętnik – Odc. 22. Zakończenie”

  1. Mon@ 23 Listopad 2016 @ 14:59 #

    I ja mam podobne znaki zapytania w sobie.Obie dowiemy się jaka była prawda po drugiej stronie, choć wolałabym po tej😉
    Pozdrawiam Cię serdecznie🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: